Zakładki:
AITERAHDEMN
LING
Tagi
|
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Kurwa. Nie wiem co za ludzie dzwonią do tych wróżek z tvn-u, ale jeśli próbują się dostać na linię, to przynajmniej mają w tym jakiś cel. A ja kurwa któryś raz z kolei przebudziłam się, usiadłam, zaczęłam się gapić i tak mnie wciągnęło, że aż zostałam. Nie wiem jakim trzeba być idiotą, żeby tam dzwonić. Masz potrzebę pójścia do wróżki vel psychologa dla spirytystów to idź człowieku osobiście. Skłamie czy nie skłamie - whatever - ale przynajmniej płaci się za poświęcony czas i fejstufejca. Jak ktoś nie wierzy we wróżki a chce tylko sobie posłuchać - na prywatnym spotkaniu ściemni taniej i skuteczniej. Jak wierzy i wierzy, że siedzą w telewizji i opierdalają 20 wróżb na minutę to jest idiotą. To tak jakby malarz malował 5 dni w tygodniu 7-15, a muzyk non stop komponował nowe utwory - no można, ale chyba oczywiste, że to gówno warte wszystko będzie prawda? Btw. uwielbiam jasnowidz Amalę. Tak pięknie mówi do telewidzów jakby tłumaczyła coś bandzie upośledzonych patyczaków. Hipnotyczne. Poza tym dupa jest a nie jasnowidz, jakby miała jakikolwiek wgląd w cokolwiek, wybrałaby sobie lepszego chirurga plastycznego i kupiła perukę z prawdziwych włosów.
niedziela, 29 stycznia 2012
Małgosia zamyślona, zamyślona jak Sfinks. A Sfinks to taki bardzo duży ptak. Marcin Prokop, Mam Talent Poskładałam trochę ciuchów. Pozbierałam śmieci, wrzuciłam do worka. Wyszłam z mieszkania, zamknęłam drzwi - worek do zsypu był za duży, to zeszłam na dół, do śmietnika. Nie ubrałam kurtki, czapki ani niczego - w końcu miałam się tylko przelecieć dziesięć metrów w tę i we w tę (to jest poprawna pisownia), więc poleciałam w piżamkowym dresiku i lekko wyjściowych kapciach. Mam trzy pary kapci: lekko wyjściowe, niewyjściowe i łóżkowe. Znów miałam myśli w chmurach, wzięłam klucze ale nie spojrzałam na nie. Dopiero na dole, po pozbyciu się wora zorientowałam się, że jest podejrzanie lekki - ten pęk, w którym zwykle jest naście kluczy i dwa breloki. Reszta się odczepiła - zostałam w piżamce i kapciach z kluczem do mieszkania, piwnicy i śmietnika. Domofon nie działał. Do sklepu kilometr (a nie miałabym jak z niego zadzwonić do Loverboya, żeby przybył w ogóle i z kurtką i mnie uratował) a przecież na pewno zaraz ktoś będzie wchodził albo wychodził. Na pewno! Domofon zepsuty, a temu tabunowi psów mieszkających w mojej klatce w związku z nadchodzącą falą mrozów kupili kuwety, bo ponad godzinę tam stałam, wciśnięta w kąt w którym i tak piździło nieludzko i nikt nie wchodził ani nie wychodził. Zfioletowiałam, z nosa pociekło mi najpierw coś przeźroczystego (a nie miałam i nie mam kataru), a potem krew. Próbowałam w sąsiedniej klatce, ale kazali mi spierdalać ze wszystkim co wymyśliłam. Jak jakieś 20 po 12 podjechał jakiś facet i przyszedł wejść do domu, to chciał do mnie pogotowie wzywać. Loverboy chory u siebie w mieszkaniu tyle zrobił, że dzwonił, nie dziwiąc się specjalnie, że nie odbieram bo a nuż znów operator nie dostarcza, albo ja coś robię i nie widzę albo jeszcze śpię. I tak bym sobie zamarzła, ściskając w dłoni klucze do śmietnika (w którym zimno takie samo a jeszcze 20 kilo trutki na szczury porozsypywane wszędzie) i trafiła na okładki Faktu - tak z uznania dla mojego stroju. Rozważałam nawet wyjście przez balkony, ale nim stałam się dostatecznie zdesperowana, by naprawdę to zrobić, nie ufałam już swoim palcom. Z jednej strony bardzo mądrze, że ludzie w niedzielę nie wpuszczają nie wiadomo kogo na klatkę. Z drugiej - zamarzłabym w środku dnia w centrum miasta pod drzwiami, gdyby wszyscy stwierdzili, że jest za późno na szwendanie się gdzieś. No może nie zamarzła. A może jednak? Idę do łóżka. Czuję, jakby mi ktoś naciskał i próbował wyłamać wszystkie co istotniejsze stawy. Nie jestem pewna, czy za tymi ustawami mającymi cenzurować internet naprawdę stoją amerykańscy producenci muzyczni. Przecież nie były potrzebne do zamknięcia megaupload ani tego faceta, który na swojej stronie umieszczał same linki. Ja naprawdę nie mam nielegalnej muzyki. Filmów też nie. W życiu ściągnęłam maksymalnie dziesięć skrajnie nieosiągalnych w telewizji filmów i z tego co pamiętam głównie Passoliniego. Po obejrzeniu je usunęłam, bo czułam się z tym nie w porządku. Oczywiście znam osoby, które ssają na potęgę, ale jest ich bardzo niewiele - jedna osoba na dwadzieścia? Może nawet trzydzieści. Gdybym miała więcej znajomych w środowiskach akademickich być może problem okazałby się szerszy, ale czy masowy? I naprawdę nie wierzę jaki interes mają w tym te wielkie koncerny. Przecież skoro mój kolega student ma po opłaceniu rachunków te 400 złotych na życie (heh, ja mam niewiele więcej) to może sobie ściągnąć płytę Adele czy CKOD, ale nie mogąc jej ściągnąć nie pobiegnie po nią do sklepu tylko po prostu nie będzie słuchał. Gdzie tu interes dla tych koncernów? Są naprawdę aż tak głupie? Jedna, wielka baza filmowa przyniosłaby miliardy zysku rocznie. Serwery żarłyby więcej prądu niż całe Chicago, ale miliardy i tak by były. Wystarczyłoby podpisać umowy ze wszystkimi wytwórniami filmowymi i wynegocjować z nimi opłaty za powiedzmy milion odtworzeń danego filmu. Do owej bazy trafiałyby wyłącznie filmy, które właśnie wyszły z kin i wyłącznie w oryginalnej wersji językowej. W każdym kraju osoby zainteresowane darmowym dostępem zajęłyby się tłumaczeniem nowych odcinków seriali i filmów - po dodaniu pewnej ilości tłumaczeń które spodobają się ludziom darmowy dostęp do końca życia, za jedno powiedzmy miesiąc. Cena dostępu obliczona nie na podstawie zarobków amerykanów, ale połowy średniego dochodu w każdym kraju. Jakaś kwota za obejrzenie jednego filmu, jakaś za 10 miesięcznie, inna za 20 jeszcze inna za miesiąc czy kwartał oglądania choćby non stop i sieć kont bankowych - po jednym w każdym kraju do uiszczania opłat. Wysoka jakość filmów, wysoka jakość tłumaczeń i brak horrendalnie wysokich cen, możliwość łatwego znalezienia każdego filmu - piractwo by wyzdychało. Ludzie mieli by to, czego chcą, czyli dostęp do kultury i rozrywki, a producenci to, czego chcą, czyli pełne portfele. To nie jest mój pomysł. Tzn. mój, ale wydaje mi się, że każda rozumująca logicznie osoba wpadła na taki sam. Czyżby twórcy iTunes klepali biedę? Nie. Napełnili portfele, bo Amerykanów stać na piosenkę za dolara. Ci, którzy zorientowali się, że Polaków stać za 30 groszy też napełnili portfele - oczywiście nie na taką skalę, ale jednak. A filmy? Czyżby sprzedawanie nowych odcinków polskich seriali za 3,50 nie przynosiło żadnego zysku? Ależ przynosi, ludzie oglądają. Nie masowo, bo 3,50 za półgodzinny odcinek to drogo. Gdyby to było 10 zł za 10 odcinków albo jeden za 1,50 oglądaliby jeszcze więcej. To nie jest niewykonalne. iTunes też musiało się dogadać z wielkimi i mniejszymi wytwórniami. Dogadało się. vVideos (nazwa hipotetyczna) też by się z nimi dogadało i przyniosłoby zyski sobie, im i przy odrobinie finezji - dałoby ludziom to, czego chcą nie uszczuplając dochodów kin i telewizji. Dlaczego tego nie robią? Dlaczego tego nie zrobili? Mówi się, że jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. A kiedy nadal nie wiadomo o co chodzi to znaczy, że chodzi o jeszcze większe pieniądze. Niezupełnie tak. Są rzeczy cenniejsze niż pieniądze. Miłość, akceptacja, partner, przyjaciele, rodzina, zdrowe dzieci, satysfakcja z pracy - bzdury dobre dla mnie albo dla Ciebie. Cenniejsze niż złoto, ropa i podatki są w dzisiejszym świecie informacje. I to o nie chodzi. Póki sam jesteś panem swojego życia, musisz tylko pamiętać o tym, że musisz strzec się przyjaciół, a z wrogami poradzisz sobie sam. Sam decydujesz o tym, kto ile wie o Tobie - czy i do Kogo się modlisz, kogo kochasz, komu ufasz, kogo pragniesz, o czym marzysz, czego się boisz - to i cała reszta. Piractwo nie jest problemem, z którym nie można by sobie poradzić za pomocą już istniejących przepisów. Nasze są dość przestarzałe, ale dają radę. Amerykańskie swoimi mackami sięgają wszędzie. Nie licząc miliardowych Chin, miliardowych Indii i miliarda ludzi, którzy nie mają dostępu do internetu. Do kontroli zostaje 4 miliardy. Trochę więcej niż połowa - rozpaczliwie mało. Ludzie pokazali swoją siłę. Wreszcie. Obudzili się. Więc trzeba ich jak najszybciej znowu uśpić, dla ich własnego "dobra" i dobra. Arabska Wiosna nie może się powtórzyć. A nuż ludzie zapragnęliby wolności na Białorusi albo Ukrainie? Albo w zarzynanej Czeczenii albo w zarzynanym i nieistniejącym Kurdystanie. Jeśli każdy będzie się bał, że za jakiś idiotyczny, zabłąkany plik skończy w więzieniu albo dostanie wielotysięczną grzywnę, to będzie miał w dupie czy i jak zamordują Alesia Bialackiego, Julię Tymoszenko, albo jakąś Irankę skazaną na śmierć śmierć za zdradę męża przy okazji gwałtu. Będzie siedział cicho. Nawet taplając się w kryzysie moglibyśmy mieć paliwo za 2,50, bezpłatny internet, bezpłatną energię elektryczną (wtedy problemów z gazem by nie było), i bezpłatny dostęp do wiedzy dla dzieci, dla nas samych - i to tylko jako kraj. Jako świat moglibyśmy wyleczyć i wyedukować wszystkie afrykańskie biedactwa i zrobić wiele, wiele więcej. Nie będziemy mieć niczego, chociaż pewnie ponad tysiąc osób w skali całego kraju potrafiłoby to zrobić. Ale mniejsza o to - mniejsza o to, mniejsza o nierealne sny. Skoro nie uda się nas spałować i ustawić w szeregu za pomocą ustaw, to zrobią to mediami. Macie oczy prawda? Widzicie jak dziwnie brzmią teraz artykuły choćby na gazecie, wp czy onecie. Widzicie, jak wybiórcze są komentarze telewizji. I dobrze wiecie, że za jakiś czas wszyscy przestaniemy zauważać te dziwności, zmęczymy się, bo będziemy musieli walczyć o kolejne sprawy. To tylko jeden miesiąc, a przez kraj przetoczył się protest aptekarzy, lekarzy, pacjentów, internautów, kierowców, znów internautów... Zmęczyliśmy się. I przegraliśmy. Twitter będzie cenzurowany. Nie żebym z niego korzystała, ale z facebooka też nie korzystam - pod tym względem nie jestem najlepszym przykładem dzisiejszego człowieka. I będzie cenzurowany w zależności od tego, co dane państwo zaakceptuje a co nie. Kontrola nad ludźmi musi być prawda? Po to uciekaliśmy od komunizmu? Pierdle jak stały przed nami otworem, tak stoją i niebawem znów szerzej staną. Opozycja jak lądowała w łagrze tak ląduje dzięki współpracy naszych, współpracujących z reżimem służb. Ufacie takiemu państwu? Ufacie jeszcze komukolwiek? Fajki mi się skończyły, więc pointy nie będzie. Z resztą nawet nie wiem jak miałaby wyglądać. Pójdę chałupę posprzątać. Ejf.
piątek, 27 stycznia 2012
odsłon. Czadd.
16:11, medithanera ,
njuzsy, czyli archiwum mocno zdezaktualizowanych nowości
Link Dodaj komentarz » Tylko o sobie - z resztą jak zwykle. Pokłóciliśmy się wczoraj z Loverboyem. Poszedł sobie / wywaliłam go. Rano wrócił, stwierdził, że on sobie nie pójdzie i w dupie ma, że mu nie odpowiadam i nie odpisuję, bo raczej zabije mnie a potem siebie niż pozwoli mi odejść. Dobra analiza psychiatryczna i oboje dostalibyśmy sądowe wyroki zakazu zbliżania się do siebie na odległość mniejszą niż 200 metrów i orzeczenia, że jesteśmy parką stanowiących dla siebie zagrożenie psycholi. Ale pieprzyć zdrowe relacje. On dzwonił do mnie pół nocy - ja odrzucałam wszystkie połączenia. Pisał smsy, ja nie odpowiadałam. Ale żeby było śmieszniej: ja dzwoniłam do niego pół nocy - on nie odbierał. Pisałam smsy, on nie odpowiadał. U niego w telefonie: odrzucone połączenia do mnie i potwierdzone doręczenia smsów. Prób kontaktu z mojej strony zero. Mamy telefony w różnych sieciach. Parę lat temu pisząc maila do kolegi wysłałam go do jakiegoś kompletnie nieznanego mi gościa - mimo, że adres mailowy w wysłanym był prawidłowy. Wysłałam do (mniej więcej) the_dark_side_of_the_shit@devil.com, kolega jej nie dostał, zwrotu nie dostałam, pomyłki w adresie - przypominam - nie było. Dwa dni później dostałam odpowiedź z adresu (mniej więcej) darth_vader_from_the_moon@wp.pl od gościa, który stwierdził, że chyba pomyliłam adresy, ale mimo wszystko mi odpisał. Potem mailowaliśmy jeszcze jakiś czas, znajomość nam się rozwinęła, było fajnie... Ale skąd wzięła się ta pierwsza "pomyłka"? Nigdy więcej żadna wiadomość wysyłana w stronę shit nie poszła do vadera, a żadna do vadera nie zbłąkała nigdzie indziej. Ale jeśli to tak wygląda, jak mnie się zdarza, to czym to wszystko różni się od Poczty Polskiej? Nie mam wiele do powiedzenia na jej temat. Tylko mam deja vu, kiedy widzę nagłówki pojawiających się systematycznie "SZOK-ujących" artykułów na jej temat. Bodaj w drugiej połowie 2004 roku nie miałam internetu i dorabiałam w kiosku. Viva, Gala, Rewia, Twoje Imperium - pamiętam tylko te cztery tytuły, ale było ich więcej. Cała prasa "kobieco-sensacyjna" - tygodniki i dwutygodniki przez co najmniej kilka miesięcy publikowały zdjęcia z koszmarnych warunków, w jakich żyje, obłąkańcze "wywiady" z jej opiekunką, obłąkańcze wywiady z jej synem. Wywlekali coraz to nowe "bulwersujące informacje". I co? I nic. Ludzie się poekscytowali, poekscytowali i im przeszło. Cały kraj o tym wiedział. Aktywnie przejął się tylko Wiśniewski a i tak niewiele zdziałał. Najwyraźniej jestem za głupia, żeby zrozumieć niektóre rzeczy. Właściwie, to jestem za głupia, żeby zrozumieć większość z nich. Natura jest taka piękna. Martwe ciała gniją, a robactwo zaczyna żreć jeszcze żywy, ale osłabiony i konający organizm. I nie ma znaczenia, czy czerwie jedzą martwego kota na poboczu czy ludzie truchło Violetty, Amy albo moje. Albo Twoje. Im większy organizm tym więcej larw. Przeczytałam taką grubą książkę na temat zmian zachodzących w rozkładającym się ciele - w zależności od rodzaju śmierci i warunków że tak powiem "przechowywania". Niezupełnie w imię kaprysu. W pewnym momencie przerwałam, bo koty zaczęły krzyczeć, że głodne. Nakarmiłam, stwierdziłam, że sama też jestem głodna, zrobiłam sobie kanapkę z chlebem. Wróciłam do czytania - w tamtym momencie było akurat o trupach w wodzie. Cofnęło mi się - Alleluja, jednak jeszcze nie jestem wyzuta z wrażliwości. Człowiek ogląda te amerykańskie seriale kryminalne, w których pokazują estetyczne trupy i myśli sobie, że tak wyglądają naprawdę. Z drugiej strony widziałam kilka nieświeżych zwłok i odbiór samymi zmysłami nie zadziałał na mnie tak mocno jak samo tylko słowo pisane i naukowy wywód. Poza tym wyrwanym z korzeniami językiem świętego w Rzymie, co to stoi w gablotce a ludzie go całują. Języka nie pocałowałam. Za to kiedyś przyjęłam zarazki paru tysięcy wiernych, bo rzuciło mi się do durnego łba pójść do nie tego kościoła co trzeba i trafiłam na adorację relikwii - dziwnie się z tym czułam.
czwartek, 26 stycznia 2012
Wielki szacunek dla TVN-u, naprawdę. Pierdolić już promowanie parki tępomózgich, odrażających pedałów. Transy transami, ale każdy przebierający się za kobietę facet jest debilem. Nie będę się silić na poprawność - patrzę, uczę się, a za wszystko proszę winić media, gdyż jestem niezrównoważona i podatna na wpływy. Transwestyci - okej, drag queen - okej, ale na widok przebierającego się w damskie ciuszki faceta, który robi to bo myśli, że jest z tym kurewsko zabawny chce mi się rzygać. Do tego macanie i poniżanie kobiet - na litość Boską. Czy w zarządzie tej telewizji nie ma żadnej kobiety? I co to za "niemiecka" telewizja? W niemieckiej takie gówno by nie przeszło. Nie sprecyzuję tego. I penis z wyglądem, bo jak kto brzydki to nie jego wina. Nie wiem co w TVN-ie robi Piróg. Głupi jakiś wybitnie nie jest, dość sympatyczny - należałoby go wywalić i zamienić na Jacykowa. Jeśli ta trójka 2 tępomózgich + Jacyków kreują postrzeganie mniejszości homoseksualnych przez społeczeństwo - a tak jest - to jak można się dziwić homofobii? Obejrzałam dziś W11. Wczoraj zaginęła półroczna Madzia - matka zeznała, że ktoś porwał ją z wózka, policja postanowiła najpierw zbadać trop nt. tego, że rodzice sami zrobili coś dziecku. Nie rozumiem tej taktyki kompletnie. Jeśli rodzice - to nie uciekną i można będzie ich złapać w dowolnej chwili, a jeśli ktoś obcy - to czas bardzo mu się przyda. Whatever2. W W11 płacząca w parku kobieta powiedziała, że ktoś porwał jej dziecko z wózka - przetrzepali wszystkich zewnętrznych podejrzanych, na końcu okazało się, że mamuśka utopiła małego w stawie, żeby naprawić swój związek.
Nie będę pisać "p", bo akurat w tym wyrazie wygląda wieśniacko. Za jedyne 19 zł/litr kupiłam ekologiczny sok o szalonym składzie: sok grejfrutowy. Szalony!
Pozostaje poczekać aż ludzie się zmęczą, zrozumieją że gówno osiągną, ucichną - niektórzy może gdzieś znikną albo popełnią samobójstwo. Ljudy u nas mnogo, a trzymane w strachu, ucisku i biedzie masy się nie buntują. Jeden człowiek z odpowiednim ładunkiem emocjonalnym i determinacją mógłby dać nam wszystkim jeszcze jedną szansę - jeśli rozumiecie o co mi chodzi.
środa, 25 stycznia 2012
Musiałam zejść pod klatkę - tzn. zjechać windą. Na dole mam jeszcze siedem schodków z których mnie nie zwozi. Zjechałam, wjechałam z powrotem. Weszłam do mieszkania, zgięłam się wpół i dyszałam. Koleżanka patrzyła na mnie jak na jakieś dziwadło - nie rozumiałam czemu i potrzebowałam chwili, żeby uświadomić sobie, że zdyszałam się tak po siedmiu schodkach i jeździe windą. No wiedziałam, że moja kondycja jest ostatnio beznadziejna, ale nie sądziłam, że aż tak. - Jesteś nienormalna. - mówi mi. To mnie zastanowiło. A jeszcze bardziej to, że dałabym sobie rękę lekko chlasnąć bez defragmentacji, że wjechałam windą. A ona (zjeżdżała ze mną, bo to jej mieszkanie) zarzeka się, że ona przywołała windę, a ja pognałam po schodach, dognałam pod drzwi, zawołałam windę, rozejrzałam się i weszłam do mieszkania. Coś mi się wydaje, że obserwowanie mnie byłoby o wiele ciekawszym i ambitniejszym zajęciem niż czytanie newsów z życia marginesu społecznego rozpoznawalnymi ludźmi zwanych tudzież pozamarginesu sceną polityczną zwaną. Jak to jest, że ludzi fascynują takie gnidy i tylko owe gnidy są w stanie wzbudzić ich zaufanie? Oczywiście każdy ma preferowany gatunek gnidy i stara się szkalować inne, ale to nie ma najmniejszego znaczenia.
14:07, medithanera ,
njuzsy, czyli archiwum mocno zdezaktualizowanych nowości
Link Dodaj komentarz » Przez to całe zamieszanie jakie miałam nawet nie miałam okazji kontynuować (ha! - nawet zacząć) moich zachwytów nad Acerem. Za siedmioma górami, za siedmioma morzami, dwa lata temu kupiłam sobie Sony Vaio. Też nie było różowych z diamencikami. Tzn. były, ale shipping transport po Hoszimi był horrendalnie drogi. Kupiłam szary, zainwestowałam w niego i dokupiłam trójwymiarowe naklejki z Kitty - jakieś 20 deko. Tak różowiastego i zajebiastego komputera to nawet najmocniej pierdolnięte japonki nie miały. W shipping naklejek na klawiaturę z Hongkongu już zainwestowałam. Ale pisać to na niej nie pisałam, bo potrzebowałam czegoś, co mogłoby mi spadać, zalewać się i niszczyć - była to klawiatura na kablu. Właściwie kilka klawiatur - każda z Tesco za 10 zł. Pochwalę się, że żadna nie zmarła naturalną śmiercią. Za to jakie one klawisze miały. Haa. To mi przypomina inną historię - za siedmioma górami, za siedmioma lasami, kilka lat temu jak miałam lat naście, miałam zainteresowania i hobby jak przystało na wiotkie i delikatne dziewczę - zapierdalałam Zaporożcem po gospodarce. Potem trochę Ursusem. A gospodarka była na nierównym terenie i przy nachyleniu <40 stopni. I nie wyjebałam się. Gwoli wyjaśnienia: biegi wchodziły równie gładko jak przerąbanie dłonią stosiku kilku cegieł i - chwalić radziecką konstrukcję - Ursusy nadają się chyba tylko na Mazowsze czy inną Wielkopolskę, bo na pagórkach tototo samobójstwo tym diabelstwem jeździć. Nie wspominając nawet o jakichś nowszych (chyba, że w cenie nowego Chevroleta albo dwóch). Z osobowych to parę kilometrów Ułazem kiedyś. A potem zachciało mi się prawa jazdy. I wsadzili mnie do fiata punto. "Prowadziła pani już kiedyś?" - "Powiedzmy że tak." - powiedziała i mało nie wyrwała skrzyni biegów. Potem próbowałam z seicento i jeszcze jakimś innym gównem, które dawało mi poczucie siedzenia w tekturowej konserwie. To nie było pasmo sukcesów. Jeden wielki koszmar właściwie. Odpuściłam stwierdziwszy, że musiałabym się kilka razy zabić zanim przestawię się na te delikutaśniustwa, a w przeciwieństwie do większości nie zamierzam stanowić zagrożenia dla innych a na paliwo do cuda, z którym udałoby mi się zgrać to nigdy nie zarobię. Klawiatura z Tesco i klawiatura z Acera to mniej więcej taka sama różnica. Taka fajna, taka gładka, tak miękko chodzi... Ale jak bym się nie starała, to mi nie wychodzi. Walę w te klawisze jakbym drewno rąbała, aż się boję, że rozwalę to czy coś - i najwyraźniej ani myślę się przyzwyczaić. Może przyjdzie mi z czasem? Warto też nadmienić, że w czasach traktorowych też sporo pisałam. Na klawiaturze - maszyny do pisania z '72. Ciężka była suka, hałaśliwa i niewygodna. Ale chyba sentyment jest silniejszy od wszystkiego...
- Jezu co to jest?! "Na południe" * - pięknie wygląda, jakby myślał o tym, czy chce zrobić kupę czy może jednak jeszcze nie...
poniedziałek, 23 stycznia 2012
A rząd powinien ładnie ucałować wszystkich, którzy przyczynili się do zablokowania stron rządowych. Robiła je zgraja baranów po najtańszych kosztach (nie, żebym nie wierzyła w umiejętności jaśnie państwa hakerstwa) z zabezpieczeniami na poziomie zaparcia drzwi do domu kołkiem od zewnątrz - to raz. Były tak paskudne graficznie, że obrażały moje uczucia religijne. Wierzę, że Bóg stworzył świat po to, by był piękny, dlatego wczoraj umalowałam się do snu. Kiedy wiszą puste treść jest zachowana, a dzienny licznik odwiedzin bije średnie z dwóch miesięcy. Czy tylko ja zaczęłam się histerycznie śmiać na widok njuzsa "Włamano się na komputer ministra cyfryzacji i skradziono dane"? Zapewne miał takie zabezpieczenia, że chłopcy pocili się i gryźli palce bez snu przez ostatnie dwa tygodnie. Gotowam się nawet założyć i postawić na szali moje dziewictwo. Mam nadzieję, że stan wyjątkowy zostanie wprowadzony błyskawicznie. Póki jeszcze ludzie nie wrócili z pracy i nie zaczęli wpadać w histerie i dostawać zawałów w związku z tym że ich ulubione strony są nadal niedostępne. Proponuję sprawdzone metody: kilka czołgów, gumowe kule pół na pół z ostrymi, rewizje w domach i polewanie komputerów lodowatą wodą - te klimaty. A morał? GET IT HERE. Ja wam pokażę patafiany jak się pisze artykuł. Oczywiście nie miałam na myśli was, którzy to czytacie, Dziubaski - tylko osoby, które o mnie nie wiedzą, nigdy się nie dowiedzą i nigdy tego nie przeczytają. Btw. - tak to zawsze można "pokazywać" nieprawdaż? A zaczęło się od tej genialnej dyskusji z debilami. Ostatecznie zaśmiałam się i planowałam odejść od komputera - szatan mnie podkusił, zachciało mi się sprawdzić jeszcze jedną rzecz. W polskiej wersji internetu oczywiście nie było, w angielskiej było jakieś dziwaczne. Znalazłam obszerny i sensownie wyglądający artykuł na rosyjskiej stronie. Z uwagi na to, że korzystanie z uprzejmych usług translatora google (którego ni cholery nie potrafię wyłączyć raz a dobrze w chromie, bo ciągle powraca) niesie z sobą tyle wartości merytorycznej co mój burzliwy, dwutygodniowy związek z Serbem, który mówił po angielsku równie dobrze jak ja w suahili. Czyli niespecjalnie. Kiedyś z ciekawości intensywnie uczyłam się przez tydzień - był dość prosty, wszystko w jednej formie i niezbyt rozwinięte bogactwo językowe, ale jakoś nie miałam z kim ćwiczyć. Jedyne co w tej chwili pamiętam, to to, że dupa znaczy dupa. I po serbsku też. Z innymi częściami ciała jest zabawniej. W każdym razie. Całe życie po rosyjsku mówiłam równie płynnie jak (zakładam że) mówiłabym po polsku w chwili, kiedy okazałoby się, że jebutnęło tak, że cały świat spłonął, zostałam tylko ja i Dżonydep, szybko okazało się, że ani on na mnie nie ma ochoty ani ja na niego a potem objawiłby mi się trzygłowy, niebiesko-pomarańczowy bóg, inkarnacja hipotetycznego duchowego potomka homoseksualnego związku Brahmy i Krishny i oczekiwał, że pod groźbą śmierci opiszę dokładnie sposób rozwiązywania zadania z funkcji kwadratowej. Loverboy chyba miał rację twierdząc, że z moimi spontanicznymi porównaniami jest coś nie tak. No mniejsza... Na sprawdzeniu jednej rzeczy się nie skończyło. Gdyby tak nagle cały świat zaczął mówić jednym językiem, nigdy byśmy się nie dogadali. Twórcy ACTA i SOPA wiedzą to i robią wszystko dla naszego dobra, cobyśmy szczęśliwie jako te tłumoki żyli i nie musieli robić nic poza płaceniem, płaceniem, płaceniem... Ale nie o tym czytałam. Z resztą mniejsza o to, o czym. To się może kiedyś okaże. Za jakieś 60 gb wchłoniętego tekstu zapewne - o ile wcześniej mi tego nie odbiorą. Btw. jak każda nazistka mam naturę pacyfistyczną i nie do końca przekonują mnie działania terrorystyczne na drodze do wolności. Ale z drugiej strony czym walczyć z terrorem - gałązką oliwną? Pokojowe nastawienie i gotowość do negocjacji przed przyparciem do muru jak świat światem była odczytywana jako słabość i takoż traktowana. Oni się nie ugną - jakże by to zostało odebrane?! Ugiąć się pod naporem przestępców i gównowiedzącego gównojedzącego społeczeństwa, któremu (dokładnie calutkiemu) należałoby się porządne spałowanie i minimum tydzień pierdla, żeby wszystko chodziło jak w zegarku? Mężczyźni z kompleksem małego fiutka nie okazują słabości. Konsekwencje tegoż są zawsze tak zaskakujące... Wcale mnie nie podziwiasz - nawet mnie nie lubisz. Ale na szczęście gówno mnie to obchodzi - to dobra strona załamania nerwowego. Helen Hudson / Copycat
sobota, 21 stycznia 2012
Telefon mi się zepsuł. Przestał się włączać - ciemność widzę, ciemność nieprzeniknioną. Próbowałam wszystkiego i nic. Pogrążałam się już w rozpaczy, kiedy Oblubieniec się mję zapytał, co to za bateria na umywalce.
piątek, 20 stycznia 2012
Nie rozumiem, po co ludzie się tak szarpią. SOPA i tak wejdzie - z wielkich deklaracji skończyło się na tym, że do jednodniowego protestu przystąpiła tylko wikipedia. A i to zostało wyśmiane we wszystkich artykułach dowolniejęzycznych, bo natychmiast pokazano, jak tę dziwną niedogodność ominąć. A ludzie wkurzyli się na durną wiki - nie na SOPA. "Nieznajomość prawa nie zwalnia z obowiązku przestrzegania go" & "Twórcy regulaminu zastrzegają sobie prawo do dowolnych zmian w regulaminie bez informowania użytkowników/klientów". Same metody tworzenia i wpychania ACTA (z tym rybołówstwem to nawet na swój sposób śmieszne) pod głosowanie świadczą o tym, że to zostanie uchwalone tak czy siak - bez względu na to, co sobie tam będzie popierdywać plebs. A jak się głosujący nie zgodzą - to też da się obejść. Zrobią jakieś głosowanie na którym będą trzy osoby popierające i i tak to uchwalą a potem obwieszczą w gwiazdce do przypisu nowelizacji ustawy dotyczącej jakości produkcji wibratorów do betonu. Złudzenie "wolności", "niezależności" i "anonimowości" w sieci zniknie, a za kilka lat wszyscy zapomną o tym, jak było kiedyś. Zawsze zapominają. Człowiek nie szczur i do wszystkiego się przyzwyczai. Do braku możliwości gromadzenia nielegalnych mp3, do braku możliwości słuchania mniej popularnej zagranicznej muzyki, oglądania niepopularnych seriali tuż po premierze... niskobudżetowych filmów... pornografii w internecie... braku blogów... braku 70% aktualnie istniejących stron internetowych... niemożności swobodnego komunikowania się... braku wielu innych rzeczy. Ja sama od kilku miesięcy korzystam z "darmowego" internetu, który jest tak wolny, że nawet 20-sekundowego filmiku na yt nie obejrzę, większości stron nie odwiedzę (część zablokowana, reszta nieładowalna), a jeśli już to bez zdjęć. Filmów nigdy nie ściągałam. Muzyki raczej też nie - bo cierpiałam na ciężkie zboczenie pragnienia dokarmienia głodującego artysty choć 1% ceny płyty. Naprawdę można się przyzwyczaić. Ludzie się przyzwyczają. Jest przecież tyle gorszych rzeczy, które mogłyby nas spotkać. Niektórzy twierdzą, że to pocieszające - "że mogłoby być gorzej". Chodzi mi o myślenie typu:
Z resztą po co nam złudna wolność? Przecież mamy koncerny... | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||