|
Blog > Komentarze do wpisu
A JA LUBIĘ WALENTYNKINie kojarzy mi się z komercyjnym świętem, bo nigdy nie zostałam obsypana czerwonymi, pluszowymi serduszkami mówiącymi "lowe" po japońsku w rytmie "Kamikazeee" papadansu. Nigdy nie dostałam ani nie byłam zmuszona do kupowania dziesiątek kartek "dla tego jedynego", ani nigdy nie dostałam dziesięciu takich. Żyję w swoim świecie, i nawet jak szwendam się po sklepach w okresie przedwalentynkowym, nie widzę jakiegoś szczególnego boomu. W drugą stronę nawet. Szukałam ładnej kartki, nie znalazłam. (Ładne kartki są zwykle w granicach osiemdziesięciu groszy, droższe są w 95% kiczowate i mnie nie interesują). Ostatecznie zapłaciłam 50 groszy za czarno-białą kartkę z tylną kieszenią spodni i wiszącym na łańcuszku serduszkiem. Razem z odciskiem mojego pierścionka-różyczki powędrowała do kogoś, do kogo powędrować miała. I to bezpośrednio. Podsumowując wydatki: Skąd w takim razie niechęć ludzi do walentynek? Najbardziej intryguje mnie to, że najbardziej psioczą na nie dwa rodzaje ludzi: Przecież na zdrowy, ludzki rozsądek nie ma żadnych uzasadnionych zarzutów w kwestii Walentynek. W lutym nie ma żadnego święta. A że to amerykańskie... A dzień kobiet jest komunistyczny. I co z tego? Nawet jeśli facet jest miły dla mnie raz w roku w dzień kobiet, i jak jest miły dla mnie i w drugi dzień, w walentynki... co to szkodzi? Jeśli nie mamy ochoty, robimy sobie własne w każdy pierwszy piątek miesiąca. Jeśli nie mamy, robimy sobie walentynki w walentynki. Jeśli i na to nie mamy, nie robimy sobie walentynek w ogóle. Gdyby nie walentynki "kilka" lat temu, Adaś nigdy by się nie dowiedział, że się podobał Me. Uczciłam walentynki i ubrałam pannę młodą, śliczna, co nie? Ubrałam jej też walentynkowego konia: Ale będzie jazdaa... Zastanawiam się. Zimno jak skurwysyn, a święto miłości dzisiaj. Ja tam nie mam ochoty na żadną miłość w walentynki. A przynajmniej cielesną. Alkoholu dalej nie piję, wieczorem planuję odurzyć się psychodelicznym kakao i oglądać tradycyjnie, jak co roku "Piknik pod wiszącą skałą", jak co roku będę się zastanawiała, co się stało z Mirandą i tą drugą i tą nauczycielką. Tak poza tym to mam to gdzieś, i w wolnych chwilach zastanawiam się, co się stało z Madeleine McCann, albo inną osobą, o której mi akurat ktoś przypomni. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, czy walentynki są tandetne i infantylne czy potrzebne i wartościowe. Na pewno nie są potrzebne i wartościowe. Na pewno bywają tandetne i infantylne. Przy minimalnym wkładzie własnym tandetne i infantylne nie będą. Miarą tandety nie są święta, które obchodzimy bądź nie, ale my sami. Co wisi na ścianach naszych domów? A ja i tak wolę przyzwolenie na nieograniczoną ilość kontaktów seksualnych w czasie nocy Kupały. I noc Kupały jako Helga z rodowodem obchodziła też będę. Wolnym człowiekiem jestem i uwielbiam święta pod każdą postacią, zwłaszcza kiedy są zapomniane i mogę być fanatykiem, albo zbyt spopularyzowane i wtedy abnegatem. Zalałam sobie prawą rękę wrzątkiem to, więcej notki nie będzie. Jeszcze tylko piosenka walentynkowa: I jeszcze moją mądrość wielką choć przedwczorajszą dodam: Są mężczyźni przy których pożądam celibatu. czwartek, 14 lutego 2008, medithanera
http://medithanera.blogspot.com/%EF%BB%BF
Obserwuj @Medithanera
TrackBack
|